Sylwia, niestety, nie zawalczyła dzisiaj w Insbrucku.

Sylwia po starcie na problemach eliminacyjnej grupy A. Na pierwszym, technicznym połogu, udaje się dojść do bonusa dopiero w siódmej próbie. Jak mówi sama zawodniczka, pojawiła się myśl: „no, to fajnie, już po baldzie”; no i niestety brakuje koncentracji, a czasu na poprawkę już nie ma. Pozostałe trzy problemy zatrzymały Sylwię na poziomie egzaminu z siły, więc nie bardzo miała okazję pokombinować, chociaż na dwójce chyba można było bardziej aktywnie poszukiwać koncepcji.

Starty naszej Kadry w Insbrucku nieudane, co tu kryć. Jeśli chodzi o mnie, niewątpliwie może cieszyć, że w kolejnym występie ocieram się o półfinał. Można też, a nawet trzeba sarkać na organizatorów, którym nie przyszło do głowy zapewnienie zawczasu zadaszenia nad pierwszymi przystawkami facetów – rzecz w warunkach finansowych Pucharu Świata banalna, wobec odpowiedzialności spoczywającej na organizatorach obowiązkowa. Trudno teraz – bez dokładnego obejrzenia nagrań wideo – ustalić, czy normalny przebieg konkurencji dałby mi awans – być może tak, być może nie (jeśli nie, byłbym chyba pierwszy pod kreską). Szansa na poprawę sytuacji na międzynarodowej arenie w sierpniu, podczas finałowej edycji Pucharu w Monachium. Jutro półfinały i finały, w poniedziałek relacja z zawodów na wspinanie.pl.

Chłopcy już po starcie.

Znowu bez męskiego półfinału w wykonaniu Polaków. Ale też warunki tym razem kuriozalne! W eliminacjach pięć przystawek, wszyscy startowaliśmy w grupie B, gdzie baldy wyglądały następująco:

1. Techniczny pion. Konieczny do złapania no-hand w płycie i lekki skok do topu. Bald nietrudny, ale zatrzymał kilku mocnych.

2. Przewieszenie umajone paczkami, bardzo wkaszalne ale zdradliwe.

3. Siłowy brzuszek po krawądkach. Natrudniejszy bald eliminacji w tej grupie (tylko sześć osób topuje).

4. Akrobatyk, skok w zacięcie i giełganie w tymże.

5. Harde przewieszenie z trickowym klinowaniem biodra pod koniec, które nie każdemu przychodzi do głowy.

Startuję jako pierwszy z naszych. Udaje mi się uniknąć błędów na jedynce i dwójce, więc padają flashem. Trójka jest klasycznym campusowym baldem, takie lubimy, ale nawet pół Marsa zjedzone chwilę wcześniej nie gwarantuje natychmiastowego sukcesu; szczególnie, że kluczowy stopień dotrzegam dopiero przy trzeciej próbie. W czwartej pada. Na czwórce jestem odważny i jest za to natychmiastowa nagroda, piątka pozostanie w sferze marzeń. Kiedy schodzę na dół jestem siódmy, szybko spadam na dziesiątą pozycję i tam się zatrzymuję (a więc tuż nad kreską). Zniecierpliwiony, idę na spacer.
 

Kiedy wracam okazuje się, że czarny scenariusz właśnie wprowadzono w życie. Dostawiana ściana, na której znajdował się pierwszy problem obu grup, nie ma zadaszenia, zaś od dłuższego czasu siąpi lekki deszczyk. Żadna nawałnica, niekonieczny jest nawet parasol, ale to wystarczy, aby bald był niewspinalny. Decyzją jury zostaje wyłączony z klasyfikacji, w związku z czym spadam z dziesiątego na trzynaste miejsce. Pewien nie jestem (trudno dostać wyniki sprzed anulowania jedynki), ale wygląda na to, że zadaszenie dałoby mi półfinał, a tak brakuje niewiele, bo jednej próby mniej na topie i jednej na bonusie.  

Chłopakom niestety idzie gorzej. Jodłoś czemuś nie może ogarnąć się na dwójce (dla niego to już jedynka, gdyż dalsza część stawki nawet się nie zbliża do mokrej ściany), chociaż jest już pod topem. Narzeka, że chwyty jechały wilgocią. Elegancko natomiast flashuje przedostatni problem. Główek również sięga na nim do topu – a właściwie wczołguje się doń w zacięciu, bo na tym bald polegał – niestety, dopiero za dziewiątym razem.

Niedługo start Sylwii, już z założenia na czterech problemach. Miejmy nadzieję, że wieczorny mój wpis będzie bardziej optymistyczny, chociaż pamiętajmy, że to dopiero początki startów naszej zawodniczki na zawodach tej rangi.

p.s. po tym, jak dowiedziałem się o decyzji sędziów, byłem niewąsko poirytowany (lekko mówiąc) i swoim zwyczajem, niestety, nie umiałem zachować stoickiego spokoju; nagle przed moimi oczyma pojawił się kufelek przedniego piwa – to Jan Hojer, który dzięki zmianie sytuacji przeskoczył mnie w klasyfikacji i wszedł dalej (nie zrobiwszy anulowanej jedynki), zagrał fest życzliwie i z wielką klasą, widząc moje konwulsyjne podskoki, okraszane polskim słownictwem; piwo smakowało jak rzadko i szczerze życzę Janowi awansu do finałowej rundy!

Garść danych na temat jutrzejszych startów (Insbruck, PŚ w boulderingu).

Jutrzejszy start Polskiej Reprezentacji w piątej edycji Pucharu Świata w boulderingu będzie pierwszym w tym roku, w którym weźmie udział aż czwórka wspinaczy znad Wisły. Do Kadry z Log-Dragomer (Sylwia Buczek plus ja) dołączyli Jakub Główka oraz Jakub Jodłowski. Niestety, los sprawił, że cała trójka Polaków wystartuje w jednej grupie eliminacyjnej. Oznacza to, że będziemy wszyscy konkurować o te same miejsca w półfinale. Takiego problemu nie mamy w konkurencji damskiej, ale jest to szczęście w nieszczęściu, gdyż w szranki staje jedynie Sylwia.

Eliminacje mężczyzn rozpoczynają się o dziesiątej, na liście jest 70 zawodników, po 35 w grupie. Starty Polaków (wszyscy w grupie B):

mechanior (11 na liście):                      10:50

Jakub Jodłowski (29):                           12.20

Jakub Główka (34):                               12:45

Pań mamy 56, Polka z połową stawki w grupie A. Wedle planu damy rozpoczynają swoje kwalifikacje o 16:00; oznaczałoby to, że Sylwię zobaczymy na pierwszym problemie o 18:05 (startuje 26). Niemniej jednak, na dzień jutrzejszy zapowiadana jest popołudniowa burza, która może pokrzyżować szyki organizatorom, gdyż zawody odbywają się na świeżym powietrzu, w centrum Insbrucku. Ściana zasadniczo jest zadaszona, ale po pierwsze – to nie musi wystarczyć, a po drugie – przenośna ściana austriackiej federacji mieści tylko osiem baldów, zaś każda z grup eliminacyjnych startuje na pięciu problemach (razem dziesięć). Było zatem konieczne dostawienie dwóch dodatkowych paneli, dla których już nie znalazło się miejsce pod dachem. W takiej sytuacji mogą być konieczne przerwy techniczne. Należy liczyć, że nie przesadnie długie (i nie zaraz przed startem Sylwii, która wówczas musiałaby powtarzać potem rozgrzewkę).

Do półfinałów awansuje dwadzieścia osób, po dziesięć z każdej grupy eliminacyjnej. Finały zarezerwowane dla najlepszych szóstek. W eliminacjach na początku startują osoby notowane w rankingu, w kolejności od najlepszych. W półfinałach i finałach kolejność jest odwrotna do miejsc zajętych w poprzedniej rundzie.

Relacja wideo na żywo na ifsc-climbing.org tradycyjnie jest dostępna za pośrednictwem wspinanie.pl

 

Blisko, ale jakoś jednak za daleko…

Zgodnie z zapowiedzią jeszcze kilka słów podsumowania po naszym dzisiejszym występie.

Sylwia – startowała w grupie A, razem z Anną Stohr, na przykład. Jej przystawki i start,  w telegraficznym skrócie:

1: Nieprzyjemny trickowy bald startowy, zupełnie nie pod Sylwię. Tymczasem udaje się złapać top już za pierwszym razem; niestety Sylwia nie zauważa, że mija nogą ogranicznik. Jedna próba oddana nerwom na pożarcie i w trzeciej jest po sprawie, szybko i bezboleśnie.

2: Najtrudniejszy bald w tej grupie. Pomimo kombinowania na najrozmaitsze sposoby Sylwii nie udaje się dość nawet do bonusa…

3: Wydaje się stworzony dla naszej zawodniczki! Może gdyby Sylwia, schodząc z dwójki, rzuciła nielegalnie okiem na to, co czeka ją na trzecim problemie… Może wtedy batonik energetyczny zostałby zjedzony przed startem na nim, a nie po, a w konsekwencji nie zabrakłoby mocy na ewidentnie pasujących jej ruchach po słabych ściskach. Nie mówiąc już o siłowym starcie po klamach, który niepotrzebnie zabiera Buczkównie mnóstwo czasu… Na tym baldzie Sylwia pokazuje, że jest w stanie walczyć o półfinały na pucharach.

4: Tutaj, niestety, za wiele rzeczy naraz. Techniczny start puszcza podczas pierwszej próby, ale brakuje zdecydowania przy strzale z klamy do bonusowego oblaka za krawędzią. Potem Sylwia myśli już tylko o tym ruchu, więc nie może skupić się na ruchach startowych. I tak przepada szansa na drugą rundę zawodów.

5: Delikatne przewieszenie, nic specjalnego. Sylwia przebiegła ten problem za drugą próbą, jak tylko wyczuła kluczową strukturę.

Cóż, niewątpliwie szkoda szansy na półfinał, bo była taka. Z drugiej strony to dopiero czwarty start zawodniczki Korony na Pucharze Świata w boulderingu, zarazem ewidentnie najlepszy. Prognostyk jest dobry, w Insbrucku zobaczymy, w jakim tempie zachodzi progres.

Jeśli chodzi o mnie (mechanior, grupa B, otwiera ją Kilian Fischhuber): techniczno-trickowa jedynka mnie zjadła; trochę teatralnie poleżałem po walnięciu golenią w strukturę przy n-tej próbie wystartowania, w strefie poprosiłem o lód, ale mieli tylko… sok z lodówki. Dobre i to, zawsze ulga. Po tej porażce byłem pewien (niesłusznie), że konieczne są topy na pozostałych czterech baldach, ale nie zaprzątałem sobie tym głowy (słusznie), tylko napierałem. Dwójka wiodła zacięciem, wybadałem ją przy pierwszej próbie, a potem drugą spaliłem nie do końca potrzebnie. Za trzecią poszło. Na trójce, po prostym starcie w okapiku, wychodziło się na płytkę, gdzie czekało nas niewygodne wstawianie nogi do ręki. Na tyle niewygodne, że za pierwszym razem nie dałem wiary i zacząłem szukać kantu, zgubionego przeze mnie w Kitzbuhel. W drugiej próbie szedłem już po po bożemu i do końca.

Czwórka była siłową masakrą w stylu piwnicznym, staropolskim. Do tego śliski stopień, czarny od brudu. Nawet bonusa… Piątkę przebiegłem bez radości, bo to znaczyło, że niczego specjalnego mi ta piątka nie daje. Po starcie okazało się niemal natychmiast, że w mojej grupie,z trzema topami, jestem jedenasty (wchodzi dziesięciu). Potem spadłem jeszcze o jedno miejsce. Do półfinału zabrakło mi jednej próby do topu, którejś z tych niepotrzebnie straconych na drugim i trzecim problemie. Jeśli już mam odsłaniać karty emocji, to jestem nierad.

Za niecały tydzień akcja w Insbrucku, a potem długa przerwa od Pucharu Świata. Miło byłoby zakończyć przedwakacyjny okres zagranicznych startów mocnym akcentem. Wszystko w naszych rękach (dojeżdżają jeszcze Jakubowie: Jodłowski i Główka), chociaż czasami wydaje się, że i los pociąga za sznurki. Prawdziwy sportowiec to ten, kto nie dopuszcza do siebie takiej myśli.

c.d.

Jeszcze kilka slow o baldach. Starszym chwytowym na zawodach nie byle kto, bo Jackie Godoffe, czlowiek, na ktorego sie czeka po Krakowem. Baldy spelnily swoje zadanie nienagannie, chociaz jedynka (taka sama dla obu grup) chyba troche przekombinowana, przynajmniej jak na problem, na ktorego wychodzi sie jeszcze nie do konca wkreconym w atmosfere startu. Ale moze dzieki temu dobrze sprawdzila, kto tu jest prawdziwym sportowcem.

Dwa baldy srednie, wyznaczaly moim zdaniem granice miedzy walczacymi o polfinal, a reszta. Jeden trudny – czworka – pozwalal na rehabilitacje w razie niepowodzenia na jedynce. Piatka za prosta. Tak to wygladalo w mojej grupie (B), w A bylo chyba toche trudniej. Zasadniczo wspinanie przyjemne, chociaz bez zachwytow. No, ale oczywiscie pelen profesjonalizm, baldy dosc wyraznie dzielily sie na czesc do- i za bonusem, wyniki tez nie wskazuja na jakiekolwiek potkniecia chwytowych.  Czekamy na popoludniowe starty pan, ktorych jest ponad piecdziesiat, wiec tez zostaly podzielone na dwie grupy.

Cala nadzieja w Sylwii.

Niestety, kolejny start konczy sie dla mnie blisko, blisko, bardzo blisko kreski, a jednak po niewlasciwej jej stronie. Emocje jeszcze buzuja w duszy, wiec troche moze byc emocjonalny ten wpis. Cholera, znowu bez polskich liter, na szczescie wieczorne wrazenia po starcie Sylwii bede ubieral w szate tekstu juz z posznowaniem zasad polszczyzny, wiec moze ta symbolika okaze sie kompletna.

Trzy topy w szesciu probach to za malo – wszystko wskazuje na to, ze wystarczylaby lepsza jakosc, byc moze zupelna bezblednosc na tych problemach. Zjada mnie trickowa jedynka, na ktorej w dodatku nie umiem utrzymac slabych chwycikow (wstydz sie, jurajski Polaczku!). Mogla uratowac silowa czworka, ale dzisiaj nie bylo we mnie ochoty na brutalne wspinanie. Szkoda, ze piaty bald taki prosty i nie dal okazji do poprawienia miejsca na liscie.

Pozytywna wiadomosc – kolejny raz okazuje sie, ze awans do czolowej dwudziestki nie jest w moim przypadku marzeniem scietej glowy. Ale z tego to moge sie cieszyc w Polsce, na razie obiadek bedzie znacznie mniej smaczny, niz moglby byc.