Grindelwald – analiza startu naszych, cz.2.

W drugiej części przeglądu naszych występów męskie eliminacje w grupie B i Piotrek „Krzysiu” Bunsch.

Start „Bunschyka” miał miejsce w grupie równoległej, na baldach wyraźnie trudniejszych. Nawet rozbiegowa jedynka,  choć również wyraźnie łatwiejsza od pozostałych, prezentowała wyższy próg trudności od analogicznego problemu z grupy A. Niemniej nie przeszkodziło to „Krzysiowi” w zaliczeniu klasówki w pierwszej probie. Oto jego wlasne słowa: „Dobre chwyty, wstawienie nogi na paczkę, złapanie się dobrej krawądki na której ciężko było jednak zmienić rękę… Dlatego trzeba było ustać na paczuszce i wyjść jednak lewą ręka w krąwadkę przed czołem. No i to był start… A potem mały chwyt na kolejnej paczce, dynamiczne sięgnięcie w prawo do pozytywnego podchwytu i potem do topu. To wszystko…”.

…Wszystko na pierwszym problemie, po którym zaczęły schody. Następna była techniczna dwójka, na której „nie należało wchodzić do bonusa ręką, ale nogą, co w sumie nie było łatwe, a chwyty nie chciały trzymać”. Bunschyk wchodził ręką i w ten sposób pozostał tylko na bonusie.

Trójka koncepcyjnie trywialna, niewiele kombinowania ze strony routesetterów. Ot, sięgnięcie do bardzo słabej krawądki i z niej do bonusa, już na połogu, skąd jeszcze wyjście z nogami na tarcie w zacięciu. „Krzysiowi” nie dane było popisać się jego slawetną techniką, albowiem krawądka istotnie nie funkcjonowała w jego rękach należycie. „Krawądka” to skądinąd nieścisłe określenie – raczej coś w rodzaju „chrupków” utworzonych z trzech, przykręconych pomysłowo maleńkich chwycików.

Czwórka najtrudniejsza w tej grupie – anonimowe źródło z kręgu chwytowych doniosło, że pierwotnie miał to być bald finałowy, ostatecznie przeniesiony do eliminacji w charakterze selektora.Sięgnięcie do bonusa było na tyle syte, że Piotrek musiał się nim zadowolić – wyjście dalej pozostało niedostępnym.

Piątka zaczynała skokiem w bok, do paczki ze słabym szpaksem (plus obowiązkowa kontra nogą). Potem jeszcze nieprosta końcówka. Na starcie nie bardzo szło się z czego wybić, należało raczej z zamachu nogą, niż ze stopnia wychodzić. Tutaj niestety również bonusa się nie doczekaliśmy.

Krzysiowi start ewidentnie się nie udał, był nawet po nim trochę załamany (poszedł na samotne spacery, a potem spać). Wyraźnie nie udało mu się wyskoczyć w górne rejony swoich możliwości. Niezły dzień w skałach dwa dni później poprawił mu nastrój. Czy obudził w sobie zwierzę? – zobaczymy w piątek.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*