Grindelwald – analiza startu „naszych”.

Relacja z weekendowych zawodów Pucharu Świata w boulderingu już na stronie, zaś na blogu nieco bardziej szczegółowa analiza naszych występów. Na początek eliminacje grupy A, gdzie startowało trzech Polaków (Mecherzyński-Wiktor, Główka, Jodłowski). Dziś, jutro i może jeszcze pojutrze będę systematycznie zamieszczał kolejne części, bo materiał obszerny.

Grupa A (w kolejności startu zawodników)

1: Pierwsza przystawka to małe nieporozumienie, po prostu była nadzwyczaj prosta. Jedynym sposobem popsucia sobie tutaj humoru była pomyłka przy rozgrzewce. Mnie udało się rozgrzać dobrze, Kubie Główce trochę za dobrze i wyskoczył ze strefy nadmiernie nabuzowany (przez co pojechała mu noga przy pierwszej próbie). Z kolei Jodłoś, jak sam przyznaje, spóźnił się z rozruchem o kwadrans i stąd top dopiero za trzecim razem.

2: Problem drugi, dwuruchowy. Przebieżka po paczkach do dobrej klamki bonusowej, a następnie czujny ruch do struktury topowej. Moja pierwsza, nieudana, próba na przebieżce kazała mi szukać innego patentu, idiotycznie. Puknąłem się w głowę dopiero przy czwartym podejściu do problemu i zatopowałem. Z kolei Kuba Główka męczył się z ostatnim ruchem, niemniej pod koniec czasu wreszcie go domęczył. Jodłoś wyglądał na tej przystawce najlepiej – byłaby druga próba, niestety pomylił się raz na starcie (nie dołożył nogi do stopnia), więc w wyniku ma trzecią. Lepiej niż Sharafutdinov.

3: Idiotyczny problemat, źle świadczący o zaangażowaniu chwytowych. Skok z dwóch klam do kolejnej klamy, z koniecznym kontrowaniem nogą, niby ładny. Cóż, kiedy był to jedyny ruch na problemie (sięgnięcia do topu nie ma co liczyć). Zmobilizowałem się bardzo, to i doskoczyłem od razu; Kuba Główka myli się raz, Jodłoś nakręca się zanadto tłucze ruch za ruchem raz za razem. Prawdopodobnie zrobiłby go w trzeciej lub czwartej próbie, gdyby pozwolił ciału na chwilę się zatrzymać, zastanowić i „wkodować” sobie schemat ruchowy. Ale trzeci top w kieszeni, tak czy owak.

4: Najtrudniejszy, a właściwie jedyny naprawdę trudny problem eliminacji w tej grupie, autorstwa nie kogo innego, a Marcina Wszołka. Najpierw czujny start pod okapikiem (nie bardzo było wiadomo, jak się wpasować w startowe struktury), potem sięgnięcie do dwóch ścisków za krawędzią (siłowo), z których jeden był bonusem; na koniec dynamiczno-techniczna końcówka (strzał z jednoczesnym „odhaczeniem” nogi spod paczki).

W pierwszej próbie dochodzę do bonusa, ale ponieważ czuję zarazem nieliche trudności, jak i poważne szanse na sukces – postanawiam odczekać. Ruszam na półtorej minuty przed końcem czasu i kiedy spadam z ostatniego ruchu to wiem już, że nie ma co liczyć na top. Ostatnia wstawka, mam trzydzieści sekund, dochodzę do strzału, czuję że nie dam rady, słyszę doping Gosi Rudzińskiej i ku własnemu zaskoczeniu czynię balda.

W tym samym miejscu pojawia się niedługo potem Kuba Głowka, który niestety traci częćć sił na kombinacje wokół pierwszych ruchów. Niemniej jedna z jego prób kończy się z palcami na krawędzi topowej klamy. Wielka szkoda, że ostatecznie nie wyszło, albowiem gra była w naszej grupie prosta (i trochę głupia zarazem) – trzeba było zrobić czwórkę. Startujący na końcu Jodłoś ściska ściski mocno, ale nie na tyle mocno, by jeszcze wygenerować z nich kolejny ruch.

5: Przystawka, jak przyznał sam autor, nieprzetestowana, za łatwa i ogólnie mało atrakcyjna (chwytowy tego balda mówił po polsku, był to Marcin Wszołek). Ale można było potracić próby przez nieuwagę, brak koncentracji albo zwykłe ogólne zmęczenie. Jakubowie tak właśnie czynią, mnie udaje się flash, niemniej bardzo starałem się spaść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*