Gosia Rudzińska w Grindelwald. Analiza startu.

W kolejnej odsłonie analiz po Szwajcarskim pucharze start naszej jedynej zawodniczki okiem starego dziada:

Grupa A (czyli gosina grupa) miała przystawki, jak się zdaje, nieco trudniejsze od grupy B, tak przynajmniej sugerują wyniki (a wyniki do jedyna rzecz na zawodach, która nigdy się nie myli). Dla Gosi start w Grindelwald miał cel przede wszystkim poznawczy, niemniej wiedzieliśmy dobrze, że trochę od niego zależy. Przeskok z krajowego podwórka na rozległy międzynarodowy plac wiąże się zawsze z pewnym stresem i trudno uniknąć emocji szepczącej złośliwie do ucha: „a co będzie, jeśli nie zrobię nawet jednego bonusa i będę najgorsza?”.

Na szczęście dla siebie i dla naszych nerwów, Gosia zaczęła z przytupem. Pierwszy problem nie należał z pewnością do najtrudniejszych propozycji, jakie spotyka się na pucharach, ale to akurat tym lepiej dla nas. Start techniczny Gosia pokonuje trochę niepewnie, ale z determinacją, kiedy zaś dochodzi do końcówki, czyli kilku zdecydowanych pociągnięć po krawądkach, jest u siebie w domu. Flashyk.

Dwójka Gosi jest tylko nieco ułatwioną dwójką z męskiej grupy A, tej w której startowałem wespół z Jakubami. Dziewczynom dołożono dodatkową paczkę na przebieżce do bonusa, ponadto jeszcze jeden chwyt i stopień pod topem. Po zawodach Gosia przyznała, że w kraju nigdy nie zdarzyła jej się konieczność wykonywania podobnych akrobacji, więc ogarnięcie tematu zabrało trochę czasu. Bonusa udało się zaliczyć, przebieżka została opanowana, stylowy bieg wykony z markowym dla Gosi, wywieszonym językiem mógł się podobać. Niestety na końcówce zawiodła praca nóg na małych stopniach (element do poprawki, co sama Gosia przyznała).

Trójka wymagała na starcie hardego, dynamicznego pociągnięcia z prawie nieistniejącego stopnia. Gosia próbuje raz za razem, ale stopień ewidentnie nie chce współpracować. Na chwilę na twarzy Małgorzty pojawia się daleko posunięta irytacja, na szczęście szybko opanowana – odbierając kartę od sędziny, Gosia uśmiecha się znowu promiennie.

Czwórka w tym samym miejscu, w którym znajdowała się czwórka naszej grupy, dojście do bonusa po tych samych strukturach. Po szeregu nieudanych prób z wykorzystaniem narzucającego się patentu Polka przytomnie postanawia skrócić sobie drogę zdecydowanym pociągnięciem z krawądki. Kilka razy wydaje się, że utrzymanie bonusowej paczki ze szpaksami na ścisk jest tuż-tuż, brakuje trochę docisku w dłoni.

Piątka zaczyna się nieco podobnie do dwójki – tym razem dynamiczny ruch w lewo, trzeba dolecieć do dobrej klamki, skontrować nogą na strukturze i wytrzymać gwałtowny wylot ciała. Doświadczenie z drugiej przystawki przekłada się bardzo szybko, od tej chwili Małgorzata będzie fruwać jeszcze parę razy, niemal zawsze udanie. Wystarcza na bonus, top wymagał jeszcze zadania po dwóch niewygodnych crimpach na obłym stopniu, na co nie starcza już siły.

Ogólnie start Gosi udany, to znaczy realizujący założenia. Po pierwsze, wedle słów samej zawodniczki, przystawki pucharowe „nie okazały się takie trudne”. Po drugie, wyraźnie było widać, że jeśli chodzi o siłę kompleksy są nieuzasadnione. Ładnie i czytelnie widać było słabe punkty, dzięki czemu plan przygotować do następnych startów można ułożyć z myślą o ich wyeliminowaniu. W piątek eliminacje w Insbrucku i pierwsza okazja, żeby zaprocentował sam fakt wstępnego obycia na międzynarodowej scenie. Pod koniec czerwca Francja, dwa miesiące później Mistrzostwa Świata w Monachium. Cele się nie zmieniają, w tym sezonie chodzi o nabranie doświadczenia, niemniej jeśli uda się podciągnąć kilka elementów – doświadczenie to może okazać się i bogatsze i bardziej mobilizujące przed kolejnym rokiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*