„Krotka” relacja bez polskich liter.

Chinskie warunki internetowe nie sa tak komfortowe jak europejskie czy amerykanskie, totez pozwalam sobie odstapic od pieknej polskiej tradycji i wyjatkowo rezygnuje z o kreskowanego, nosowek oraz kropek i kresek nad literami. Wybaczcie ten brak profesjonalizmu.

Odstepuje rowniez od innej tradycji, to znaczy dostarczenia informacji w formie dziennikarskiej relacji. Dzieje sie tak z powodu raczej radosnego – dzieki awansowi do finalu jedyna czescia zawodow, w jakiej mialem okazje uczestniczyc li tylko jako naoczny swiadek, byly damskie eliminacje, skadinad dla Polakow przyjemne, bowiem zakonczone pierwszym naszym polfinalem od lat. Niemniej jest to stanowczo zbyt malo, aby pozwolic sobie na uczciwe, calosciowe sprawozdanie. Ograniczam sie zatem do blogowego wpisu.

Tradycyjnie o dobre wiesci zadbali sprinterzy, a przede wszystkm jedna sprinterka. Srebrny medal dla Edyty tym bardziej zasluguje na szacunek, ze Edyta wrocila do swiatowej formy bo bardzo powaznej kontuzji. Piate miejsce Marcina Dzienskiego nieco rozczarowuje, niemniej przegrana w walce o finalowa czworke byla minimalna. Szoste Aleksandry Rudzinskiej zas jest o tyle zadowalajace, ze Ola startowala zaraz po nieprzyjemnym wypadku i sam jej start wisial pod znakiem zapytania.

No, a bouldring poszedl nam lepiej niz kiedykolwiek w ostatnich czasach. Rzecz pierwsza – nareszcie doczekalismy sie polskiego polfinalu wsrod kobiet. Kasia Ekwinska co prawda nie poradzila sobie z najtrudniejszym, drugim problemem kwalifikacyjym (sciski do potrenowania, albowiem ruch zrzucajacy Kasie przepuszczal zawodniczki wyraznie od niej slabsze), niemniej wystep na silowej piatce byl koncertowy. Znacznie slabiej wspinala sie tam na przyklad Melissa LeNeve, przeciez slawa wspinaczkowa i czolowa zawodniczka.

Polfinalu kasinego obejrzec juz niestet nie moglem, albowiem sam wowczas przesiadywalem w strefie izolacji. Dobre mialem nastawienie w eliminacjach i czysta glowe. Jedynie drugi problem zrodzil na chwile watpliwosci, czy w ogole sie uda (gdyby sie nie udalo, z pofinalu bylyby nici), najtrudniejsza bodaj piatke przebieglem, ale tez byl to balder jakich zrobilem w zyciu tysiace w moim osiedlowym, kochanym RENI-Sporcie. W ogole krakowski w stylu. Wiec tez i miejsce po kwalifikacjach mialem bardzo dobre, zaczem strartowalem pozno i Kasi okazji zobaczyc nie bylo, a szkoda. Pietnaste finalnie miejsce naszej mlodej torunianki byloby o kilka pozycji lepsze, niesty nie udalo sie dolozyc reki do topu na czworce, chociaz lewa dlon zdawala sie trzymac go dosyc pewnie. Wyjazd nog okazal sie wszakze karkolomny przy probie ustabilizowania.

Szkoda, ze niezly wystep Jodly nie okazal sie jeszcze lepszym; ze na przyklad Kuba nie wpadl na pomysl dolozenia nogi do reki na piatym klopocie. Liczne proby, jakimi Jodla tradycyjnie szafuje na zawodach, nie pozwolily mu podjac walki o polfinal na pierwszych chinskich zawodach. Rzecz przy czterech topach byla wykonalna, wymagala jednakowoz znakomitej skutcznosci. Zarazem obiecujace wspinanie nastawia Jodlosia bardzo pozytwnie przed zmaganiami w Huiyang.

Na moje cztery pofinalowce wyszedlem dziwnie przekonany, ze dzien jest dobry a szansa na wyciagniecie reki. Prawda jest, ze po nietrudnych, zwlaszcza w naszej grupie, eliminacjach oczekiwalem bardzo hardego, a przed wszystkim silowego polfinalu – tak zreszta bywa z reguly, kiedy wsrod chwytowych pojawia sie nazwisko „Oleksy”. Tymczasem otrzymalismy runde nad podziw lekka; zbyt lekka, gdyz nawet komplet czterech problemow nie dawal gwarancji awansu, a to zdarzac sie nie powinno. Co gorsza, poniewaz jedynka byla prosta wzglednie, zas trojka bardzo (w ogole nieudany problem, bo raczej cwiczenie techniczne niz balder) i wiekszosc pretendentow do finalu bez trudu je flashowala, tedy rzecz miala sie rozegrac na probach do topow dwojki i czworki. Ten pierwszy byl skadinad rowniez raczej elementarny, tyle ze zaczynal sie trickowym, koordynacyjnym startem, na ktorym lacno mozna bylo pogrzebac swoje szanse. Szanse, ktorych odzyskanie na ostatnim problemie bylo z kolei malo mozliwe, albowiem silowy ow dachowiec nie dawal szansy na zbyt wiele wstawek, a tym samym trudno bylo z niego zbyt wiele razy odpadac konkurentom. A poza tym, rowniez nie byl przesadnie wymagajacy.

Wracajac do mojego startu: na jedynce spialem sie mocno, w momencie w ktorym zaczalem tracic rezon kopnalem sie zas w tylek, w czym pomogla bliskoc topowej, poteznej klamy. Dwojka to dla bywalcow warszawskiego Bloco bulka z maslem, dwie stracone proby byly efektem niepotrzebnych wewnetrznych deliberacji czyby jednak nie skorzystac z chwytu pomocniczego. Rzecz bez sensu, albowiem patent na ktory sie zdecydowalem to stara zagrywka Ola Romanowskiego i wychodzac z jego szkoly robi sie takie rzeczy z zamknietymi oczyma… Inna rzecz, ze u Ola stopien bylby slabszy, a i paczka do wylapania mniej komfortowa. Tak, ze wspinalem sie po swoim. Trojka nie wymaga komentarza, natomiat czworka byla mala epopeja. Wiedzac mniej wiecej, ze jest niezle, wyszedlem na problem mocno nakrecony, ale dopiero na miejscu poczulem prawdziwego speeda – oto kolejny „nasuczacz” po krawadkach w przewieszeniu. Postanowilem sflashowac i postanowienia dotrzymalem, chociaz kilka razy po kablach musialo pojsc mnostwo pradu. Czulem sie jednak dziwnie dobrze, tak ze przy wyjezdzie nog tuz pod topem powiedzialem sobie tylko „jest final”, juz spokojnie wstawilem noge i pociagnalem do topu.

Wreszcie ow final, nie bede ukrywal, troche wymarzony. Drugie miejsce eq equo po poprzedniej rundzie dodawalo mi skrzydel, wiec dynamiczna jedynka weszla lekko i raczej przyjemnie. Znowu, szkola Ola i Ziolka – gdyby taki problem pojawil sie na jednym z treningow dla kadrowiczow, jakie systematycznie organizuje Bloco, za brak topu nie zasluzyloby sie nawet na slowo krytyki przy slawnym olkowym papierosie. A juz sam skok to trudny tamtejszy elementarz.

Potem, niestety, nie bylo tak dobrze. Sensownie zabralem sie za dwojke, strata czasu na czyszczenie paczek przed pierwsza proba nie byla bez sensu. Pologi nie sa moja mocna strona, szkoda wszakze, ze przelamawszy niechec do nich na starcie, nie dalem rady zmusic sie do przewazenia ciala przy ostatnim ruchu. Nie zachecaly do tego, co prawda, paczki na ktorych stalem – chinskie struktury, dziwacznie sliskie, utrudnialy podjecie decyzji, czy pracowac na nich mocniej, czy jednak raczej slabiej. Ostatnia proba, zarazem druga podczas ktorej udalo mi sie dochapac do bonusa, naznaczona zostala brakiem koncentracji przy wysokim wstawieniu nogi.

Trojka podczas ogladania wydawala sie wtomigrajem, kopia silwych problemow z rund poprzednich. Oczekiwalem flasha, zawiodlem sie srodze. Wszystko bylo wlasciwie zgodne w przewidywaniami, roznica polegala na tym, ze pierwszy trudny ruch okazal sie znacznie trudniejszym niz mial byc, a na kazdym kolejnym bylo tylko gorzej. Po pierwszej probie z trudem przychodzilo mi wierzyc w powodzenie drugiej. Zabraklo cwaniactwa, albowiem start z no handa umozliwial, wedle regul finalu, potencjalnie nieskocznonego resta. W tamtym wszakze momencie czulem, ze sily moje sa na wyczerpaniu.

Niebu dzieki, ze ostatni problem mial stricte techniczny charakter, albowiem trzymac sie na serio nie bylbym juz w stanie. Szkoda, ze niefrasobliwosc nie pozwolila mi na sukces. Byla na to szansa w drugiej probie, ale trzebaby nieco wiecej myslenia; czwarte miejsce przeszlo mimo. Po kilku spalonych podejsciach do powtorzenia trickowego startu, doszedlem nareszcie w poblize topu. Na poprawe szostego, jak mialo sie okazac, miejsca nie bylo juz szans, niemniej dwa ukonczone klopoty bylyby wynikiem honorniejszym. Ale pojechala mi noga. Trudno, lekcja koncentracji do odrobienia.

Na koniec kilka spotrzezen, uwag, szczegolow:

| Tradycyjnie ktos mocny musial odpasc w polfinale, nie pierwszy raz w tym sezonie zdarza sie to Jernejowi Kruderowi.

| Nieobecne Anna Stohr oraz Juliane Wurm, wobec braku reakcji Shauny Coxey, oddaja Puchar Swiata Akiyo Noguchi. Niemal na pewno.

| W meskim finale siedmiu panow. Kazdy z innego kraju.

| Tsukuru Hori jest pierwszym znanym mi zawodnikiem, ktory na jednych zawodach zatopowal trzy razy ten sam problem. Niefachowe dolozenie do topu i brak reakcji sedziego podczas udanej proby na jedynce finalowej skonczyly sie protestem, start powtorzony zaczal sie zas od niepoprawnego startu, czego znowu nie zauwazyl sedzia. Tsukuru nie zrazil sie, zatopowal jeszcze raz, zas wobec pomylki sedziowskiej nie policzono mu za powtorzone wspinaczki prob.

| Jan Hojer nie zrobil jedynego silowego balda w finale (trojki), uczynil natomiast niebanalny problem pologi. Dziwne.

| Shoan McColl, przed przekonujacym zwyciestwem w finale (jedyny komplet), pobiegl sobie jeszcze czasowke. Na szczescie dla niego, od razu odpadl z rywalizacji.

| W Polsce, podczas ogladania problemow finalowych, wszyscy wymieniaja sie patentami. Za granica panuje grobowa cisza. Z przyzwyczajenia do rodzimych zwyczajow gadalem sobie pod nosem po polsku.

| Najtrudniejszy klopot eliminacji to dwojka w grupie A, nie naszej. Topuje go jedynie Koreanczyk Chon. Oraz Toma Oleksy, podczas krecenia, bo to jego balder. Wydawal mu sie zbyt prosty…

| Wsparcie od reszty baldrowej ekipy przed finalem bylo bezbledne i bezcenne.

2 myśli nt. „„Krotka” relacja bez polskich liter.

  1. gratulacje finału, mam nadzieję, żę wejdzie ci to w krew, i będzie coraz lepiej.

    a co do występu, to właśnie dziwiłem się oglądając, dlaczego nie wskoczyłaś na trójkę przed końcem czasu z zamiarem odpoczynku. Hojer tak zrobił i zatopował.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*